W kolejnym odcinku "Dziewczyn Drużyny" przedstawiamy Annę Bzymek, która jest doskonale znana kibicom w Koszalinie, bo już od pięciu lat tańczy na meczach tamtejszego AZS. Anna na własnej skórze przekonała się, jak wiele może wydarzyć się w koszykówce w... dwie sekundy.
Ile miałaś lat, gdy zaczęła się Twoja przygoda z tańcem? W jaki sposób dołączyłaś do grupy cheerleaders?
Moja przygoda z tańcem rozpoczęła się, gdy miałam dziewięć lat. Mimo wielkich oporów z mojej strony, mama zapisała mnie do szkoły tańca towarzyskiego „Astra” w Koszalinie, gdzie przetańczyłam trzy lata. Przez kolejne dwa lata próbowałam swoich sił w tańcu nowoczesnym. W wieku 14 lat zainteresował mnie hip-hop, więc znalazłam się w grupie tanecznej, której instruktorem był obecny trener zespołu cheerleaders AZS Koszalin, Piotr Wiliński. Po upływie roku trener zaproponował mi dołączenie do grupy cheerleaders. W ten oto sposób od 2005 roku mam przyjemność reprezentować AZS Koszalin.
Co czujesz, gdy kilka tysięcy par oczu - głównie męskich - obserwuje Wasze ruchy w meczowych przerwach?
Uwielbiam publiczność, i chociaż po tylu latach spędzonych na parkiecie wciąż odczuwam lekką tremę, to już teraz jest ona mobilizująca. Przyznaję jednak, że początki były trudne. Publiczność dodaje mi pewności siebie. Jestem dumna, że mogę tańczyć dla tak wspaniałych kibiców.
Taniec zapewne nie jest Twoją jedyną pasją. Co Cię zajmuje na co dzień?
Nie jedyną, ale zdecydowanie największą. Bardzo lubię uczyć się języków obcych. Najbardziej interesuje mnie język angielski, jednak chciałabym rozpocząć naukę języka hiszpańskiego lub włoskiego, ponieważ uwielbiam podróżować do ciepłych krajów. Jestem wielka fanką sportu, w wolnych chwilach gram z przyjaciółmi w siatkówkę i pływam. Od jakiegoś czasu również pasjonuje mnie fotografia.
Przez kilka lat występów na pewno zdarzyły się jakieś zabawne historie podczas tańca. Co wspominasz najmilej?
Zdarzyło się to podczas jednego z meczów… Do końca zostały dwie sekundy. Byłyśmy pewne, że już nie będzie okazji do wyjścia na parkiet. Zaczęłyśmy wiec powoli zbierać się do opuszczenia sali… i wtedy przekonałyśmy się że dwie sekundy, to w koszykówce wystarczający czas by wystąpić przed publicznością. Kiedy rozległ się sygnał oznaczający przerwę dla drużyny byłyśmy totalnie zdezorientowane, nie wiedziałyśmy nawet co mamy zatańczyć. W pośpiechu wbiegłyśmy na parkiet oczekując pierwszych dźwięków muzyki, ale kiedy je usłyszałyśmy już wiedziałyśmy co mamy robić. Od tego czasu czekamy do zakończenia meczu w pełnej gotowości.
Pamiętasz swój pierwszy występ podczas meczu?
Oczywiście, że pamiętam, ale emocje które mi towarzyszyły pozostaną moją słodką tajemnicą.
Kibice znają Cię przede wszystkim z meczów koszykówki. Interesujesz się koszykówką? Czy sport nie miał żadnego wpływu na Twoją decyzję o dołączeniu do zespołu cheerleaders?
Owszem lubię koszykówkę, lecz to nie sport miał wpływ na moją decyzję o dołączeniu do zespołu, ale pasja do tańca o której wcześniej mówiłam. Tak więc udało mi się połączyć to co lubię, czyli taniec i sport.
Co cię pasjonuje w koszykówce?
W koszykówce najbardziej pasjonuje mnie dynamika gry. Uwielbiam kiedy moja drużyna zdobywa kolejne punkty, bo to dostarcza mi ogromnych emocji.
Twój ulubiony koszykarz to...
George Reese.
Ile miałaś lat, gdy zaczęła się Twoja przygoda z tańcem? W jaki sposób dołączyłaś do grupy cheerleaders?
Moja przygoda z tańcem rozpoczęła się, gdy miałam dziewięć lat. Mimo wielkich oporów z mojej strony, mama zapisała mnie do szkoły tańca towarzyskiego „Astra” w Koszalinie, gdzie przetańczyłam trzy lata. Przez kolejne dwa lata próbowałam swoich sił w tańcu nowoczesnym. W wieku 14 lat zainteresował mnie hip-hop, więc znalazłam się w grupie tanecznej, której instruktorem był obecny trener zespołu cheerleaders AZS Koszalin, Piotr Wiliński. Po upływie roku trener zaproponował mi dołączenie do grupy cheerleaders. W ten oto sposób od 2005 roku mam przyjemność reprezentować AZS Koszalin.
Co czujesz, gdy kilka tysięcy par oczu - głównie męskich - obserwuje Wasze ruchy w meczowych przerwach?
Uwielbiam publiczność, i chociaż po tylu latach spędzonych na parkiecie wciąż odczuwam lekką tremę, to już teraz jest ona mobilizująca. Przyznaję jednak, że początki były trudne. Publiczność dodaje mi pewności siebie. Jestem dumna, że mogę tańczyć dla tak wspaniałych kibiców.
Taniec zapewne nie jest Twoją jedyną pasją. Co Cię zajmuje na co dzień?
Nie jedyną, ale zdecydowanie największą. Bardzo lubię uczyć się języków obcych. Najbardziej interesuje mnie język angielski, jednak chciałabym rozpocząć naukę języka hiszpańskiego lub włoskiego, ponieważ uwielbiam podróżować do ciepłych krajów. Jestem wielka fanką sportu, w wolnych chwilach gram z przyjaciółmi w siatkówkę i pływam. Od jakiegoś czasu również pasjonuje mnie fotografia.
Przez kilka lat występów na pewno zdarzyły się jakieś zabawne historie podczas tańca. Co wspominasz najmilej?
Zdarzyło się to podczas jednego z meczów… Do końca zostały dwie sekundy. Byłyśmy pewne, że już nie będzie okazji do wyjścia na parkiet. Zaczęłyśmy wiec powoli zbierać się do opuszczenia sali… i wtedy przekonałyśmy się że dwie sekundy, to w koszykówce wystarczający czas by wystąpić przed publicznością. Kiedy rozległ się sygnał oznaczający przerwę dla drużyny byłyśmy totalnie zdezorientowane, nie wiedziałyśmy nawet co mamy zatańczyć. W pośpiechu wbiegłyśmy na parkiet oczekując pierwszych dźwięków muzyki, ale kiedy je usłyszałyśmy już wiedziałyśmy co mamy robić. Od tego czasu czekamy do zakończenia meczu w pełnej gotowości.
Pamiętasz swój pierwszy występ podczas meczu?
Oczywiście, że pamiętam, ale emocje które mi towarzyszyły pozostaną moją słodką tajemnicą.
Kibice znają Cię przede wszystkim z meczów koszykówki. Interesujesz się koszykówką? Czy sport nie miał żadnego wpływu na Twoją decyzję o dołączeniu do zespołu cheerleaders?
Owszem lubię koszykówkę, lecz to nie sport miał wpływ na moją decyzję o dołączeniu do zespołu, ale pasja do tańca o której wcześniej mówiłam. Tak więc udało mi się połączyć to co lubię, czyli taniec i sport.
Co cię pasjonuje w koszykówce?
W koszykówce najbardziej pasjonuje mnie dynamika gry. Uwielbiam kiedy moja drużyna zdobywa kolejne punkty, bo to dostarcza mi ogromnych emocji.
Twój ulubiony koszykarz to...
George Reese.
Wiadomości:
- Finał II ligi: Awans dla Poznania
- Rosja: Rozpoczęli finał
- I liga: AZS Szczecin bez trenera
- Kadra Polski Kobiet rozpoczęła...
- NBA Playoffs: Miami zdobyte
- Hakiem zza łuku: Na Szóstkę!
- Z lotu ptaka: Trójmiejski finał -...
- Niemcy: Tomaszek w półfinale
- NBA: Irving najlepszym debiutantem
- Blog: Jak oceniać Winnickiego?