K. Pietras: Serce chce, ciało odmawia
PolskiKosz.pl | PLK, Kadra, Świat, Wywiady, Młodzież | 30.12.2011, 23:36
W 2007 roku jako nastolatek wystąpił na mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Cztery lata później nie możemy w ogóle oglądać na parkiecie. Powód? Zmaga się z kolejną kontuzją kolana. – Serce bardzo chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Niestety – mówi Kamil Pietras
Co robi obecnie Kamil Pietras i dlaczego nie gra w koszykówkę?
Pod koniec obozu przygotowawczego do tego sezonu kolano zaczęło się psuć i skończyło się jak zwykle, czyli u chirurga na stole operacyjnym. Obecnie staram się pomagać trenerowi Arkadiuszowi Miłoszewskiemu przy prowadzeniu drugiej drużyny Politechniki Warszawskiej i powoli zaczynam rehabilitację.
Umiesz zliczyć ile kontuzji i operacji masz za sobą?
Przeszedłem pięć operacji, z czego cztery dotyczyły kolan. Zawsze chodziło o powierzchnie stawowe. Poza tymi nieszczęsnymi kolanami nigdy mi nic nie dokuczało.
Rehabilitacja i leczenie kosztują. Jak sobie z tym radzisz?
Do tej pory wspierał mnie zespół Politechniki, a wcześniej Polonia 2011. Ciężko mi wyrazić jak dużo zawdzięczam panu Walterowi Jeklinowi i trenerowi Mladenowi Starceviciowi, którzy jako jedyni zaoferowali mi pomoc w najgorszym dla mnie momencie. To było trzy lata temu, kiedy w trakcie operacji wyszło, że z kolanem jest bardzo źle. Okazali mi bardzo dużo wyrozumiałości przez ostatnie trzy lata. Podobnie było z panem Remigiuszem Rzepką, który bezinteresownie pomagał mi przez poprzedni sezon, To osoba, który jest trenerem od przygotowania fizycznego i pomaga także innym zawodnikom w powrocie do zdrowia po urazach. Żałuję, że nie poznałem go parę lat wcześniej. Może wtedy potoczyłoby się to wszystko inaczej
Kiedy zobaczymy cię na boisku? Czy jest nadzieja na powrót na parkiet jeszcze w tym sezonie?
Mimo, że warunki nie są idealne, staram się normalnie rehabilitować. Zobaczymy jak będę się czuł i jak będą zachowywać się kolana. W międzyczasie czeka mnie rozmowa z lekarzem i parę badań, które mam nadzieję pomogą mi podjąć decyzje. W tym momencie nie ma mowy o żadnych konkretach, natomiast zdaję sobie sprawę, że powrót na wyższy poziom będzie bardzo ciężki.
Masz jakiś plan awaryjny? Gdyby, odpukać, okazało się, że już nie możesz w ogóle biegać po parkiecie...
Dobre pytanie! Nie ukrywam, że chciałbym w jakiś sposób zostać przy koszykówce, ale zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. Całe życie grałem, na tym znam się najlepiej i perspektywa innej pracy jest straszna.
Przebywasz w Warszawie, ale nie można cię było spotkać na żadnym meczu. Dlaczego?
Głupio przyznać, ale ciężko mi się patrzy jak chłopaki z drużyny Politechniki biegają po parkiecie. Strasznie im zazdroszczę. Dopiero teraz czuje jak bardzo tego nie doceniałem i jak bardzo mi tego brakuje! Boję się, że jak pójdę na mecz to się popłaczę (śmiech) Serce bardzo chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Niestety.
Skoro zostałeś asystentem trenera w drugiej drużynie Politechniki, to planujesz dalej iść w tym kierunku?
Asystent to chyba zbyt dużo powiedziane. Po prostu staram się pomagać trenerowi na ile to możliwe. Ciężkie jest przestawienie się z zawodnika na trenera, bardzo zmienia się perspektywa. W tym momencie przede wszystkim podpatruję trenera Miłoszewskiego i staram się jak najwięcej uczyć. Kurs planuję zrobić w przyszłym sezonie.
Skąd u ciebie te wszystkie problemy zdrowotne? Przecież taka seria urazów to nie przypadek. Jaka jest diagnoza lekarzy?
Dużo osób zadaje sobie to pytanie. Jedna z teoria mówi, że byłem za bardzo "zajeżdżany" w Olimpiji Lublana. Tam trenuje się bardzo długo i ciężko. Do tego grałem w kadetach, juniorach i 1 lidze, wszędzie po 30 minut. Po takim sezonie, jechałem na kadrę na cały lipiec, gdzie znowu grałem nie mniej niż 20 minut. Kończyła się kadra i od razu powrót do Lublany, gdzie trenerzy nie cechowali się zbytnią empatią. Wiśnią na torcie musiał być rok, kiedy po ciężkim sezonie najpierw pojechałem na kadrę do lat 20, potem od razu na seniorów, a na koniec prościutko na przygotowanie do kolejnego sezonu we Włoszech. Zaliczyłem 3 różne okresy przygotowawcze w czasie 4 miesięcy. Wtedy rozsypałem się na dobre. Podejrzewam też, że robienie przysiadów ze sztangą 100 kilogramów nie było dobrym pomysłem dla dzieciaka który ma 17-18 lat i jeszcze rośnie. Nie chcę, żeby ktoś zrozumiał mnie źle, bo wiem, że takie są teraz realia i wiem, że dużo chłopaków trenowało lub trenuje dużo ciężej i więcej niż ja i nic im nie jest. Trenerzy w Lublanie od początku mi wpajali, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć i zgadzam się z tym w zupełności. Widocznie okazałem się po prostu za słaby na koszykówkę na najwyższym poziomie
Kilka lat spędziłeś w Olimpiji Lublana, która jest popularnym kierunkiem dla utalentowanych nastoletnich zawodników. To dobry wybór?
Nie umiem opowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem jakie warunki są w stanie zaoferować młodym zawodnikom teraz. Wiem tylko, że jeśli ktoś nie lubi ciężkiej pracy i nie ma wystarczająco samozaparcia to nie ma tam czego szukać. Reguły są bardzo proste: nie ma miejsca na narzekanie i wymówki, nic nie ma za darmo, trzeba pracować ciężko i grać dobrze. Ponadto klub jest obserwowany przez wielu skautów i agentów, wiec to dobre miejsce żeby się wybić.
Patrząc na swoje doświadczenia co mógłbyś doradzić 17-18-letnim zawodnikom, którym wróży się dużą karierę. Na co powinni uważać?
Ciężko być teraz w skórze takiego 17-18 latka. Być otoczonym przez iluś tam "przyjaciół", z których każdy wie co dla ciebie najlepsze, każdy wie co zrobić żeby osiągnąć sukces, każdy coś obiecuje. Do tego media i kibice robią swoje, szczególnie w Polsce, gdzie każdy wie najlepiej. Co im radzę? Stąpać mocno po ziemi, ciężko pracować i nie myśleć o kasie, bo ona przyjdzie z czasem sama. Skupić się na priorytetach: dobry trening z dobrym trenerem i dużo minut na wysokim poziomie.
Co robi obecnie Kamil Pietras i dlaczego nie gra w koszykówkę?Pod koniec obozu przygotowawczego do tego sezonu kolano zaczęło się psuć i skończyło się jak zwykle, czyli u chirurga na stole operacyjnym. Obecnie staram się pomagać trenerowi Arkadiuszowi Miłoszewskiemu przy prowadzeniu drugiej drużyny Politechniki Warszawskiej i powoli zaczynam rehabilitację.
Umiesz zliczyć ile kontuzji i operacji masz za sobą?
Przeszedłem pięć operacji, z czego cztery dotyczyły kolan. Zawsze chodziło o powierzchnie stawowe. Poza tymi nieszczęsnymi kolanami nigdy mi nic nie dokuczało.
Rehabilitacja i leczenie kosztują. Jak sobie z tym radzisz?
Do tej pory wspierał mnie zespół Politechniki, a wcześniej Polonia 2011. Ciężko mi wyrazić jak dużo zawdzięczam panu Walterowi Jeklinowi i trenerowi Mladenowi Starceviciowi, którzy jako jedyni zaoferowali mi pomoc w najgorszym dla mnie momencie. To było trzy lata temu, kiedy w trakcie operacji wyszło, że z kolanem jest bardzo źle. Okazali mi bardzo dużo wyrozumiałości przez ostatnie trzy lata. Podobnie było z panem Remigiuszem Rzepką, który bezinteresownie pomagał mi przez poprzedni sezon, To osoba, który jest trenerem od przygotowania fizycznego i pomaga także innym zawodnikom w powrocie do zdrowia po urazach. Żałuję, że nie poznałem go parę lat wcześniej. Może wtedy potoczyłoby się to wszystko inaczej
Kiedy zobaczymy cię na boisku? Czy jest nadzieja na powrót na parkiet jeszcze w tym sezonie?
Mimo, że warunki nie są idealne, staram się normalnie rehabilitować. Zobaczymy jak będę się czuł i jak będą zachowywać się kolana. W międzyczasie czeka mnie rozmowa z lekarzem i parę badań, które mam nadzieję pomogą mi podjąć decyzje. W tym momencie nie ma mowy o żadnych konkretach, natomiast zdaję sobie sprawę, że powrót na wyższy poziom będzie bardzo ciężki.
Masz jakiś plan awaryjny? Gdyby, odpukać, okazało się, że już nie możesz w ogóle biegać po parkiecie...
Dobre pytanie! Nie ukrywam, że chciałbym w jakiś sposób zostać przy koszykówce, ale zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. Całe życie grałem, na tym znam się najlepiej i perspektywa innej pracy jest straszna.
Przebywasz w Warszawie, ale nie można cię było spotkać na żadnym meczu. Dlaczego?
Głupio przyznać, ale ciężko mi się patrzy jak chłopaki z drużyny Politechniki biegają po parkiecie. Strasznie im zazdroszczę. Dopiero teraz czuje jak bardzo tego nie doceniałem i jak bardzo mi tego brakuje! Boję się, że jak pójdę na mecz to się popłaczę (śmiech) Serce bardzo chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Niestety.
Skoro zostałeś asystentem trenera w drugiej drużynie Politechniki, to planujesz dalej iść w tym kierunku?
Asystent to chyba zbyt dużo powiedziane. Po prostu staram się pomagać trenerowi na ile to możliwe. Ciężkie jest przestawienie się z zawodnika na trenera, bardzo zmienia się perspektywa. W tym momencie przede wszystkim podpatruję trenera Miłoszewskiego i staram się jak najwięcej uczyć. Kurs planuję zrobić w przyszłym sezonie.
Skąd u ciebie te wszystkie problemy zdrowotne? Przecież taka seria urazów to nie przypadek. Jaka jest diagnoza lekarzy?
Dużo osób zadaje sobie to pytanie. Jedna z teoria mówi, że byłem za bardzo "zajeżdżany" w Olimpiji Lublana. Tam trenuje się bardzo długo i ciężko. Do tego grałem w kadetach, juniorach i 1 lidze, wszędzie po 30 minut. Po takim sezonie, jechałem na kadrę na cały lipiec, gdzie znowu grałem nie mniej niż 20 minut. Kończyła się kadra i od razu powrót do Lublany, gdzie trenerzy nie cechowali się zbytnią empatią. Wiśnią na torcie musiał być rok, kiedy po ciężkim sezonie najpierw pojechałem na kadrę do lat 20, potem od razu na seniorów, a na koniec prościutko na przygotowanie do kolejnego sezonu we Włoszech. Zaliczyłem 3 różne okresy przygotowawcze w czasie 4 miesięcy. Wtedy rozsypałem się na dobre. Podejrzewam też, że robienie przysiadów ze sztangą 100 kilogramów nie było dobrym pomysłem dla dzieciaka który ma 17-18 lat i jeszcze rośnie. Nie chcę, żeby ktoś zrozumiał mnie źle, bo wiem, że takie są teraz realia i wiem, że dużo chłopaków trenowało lub trenuje dużo ciężej i więcej niż ja i nic im nie jest. Trenerzy w Lublanie od początku mi wpajali, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć i zgadzam się z tym w zupełności. Widocznie okazałem się po prostu za słaby na koszykówkę na najwyższym poziomie
Kilka lat spędziłeś w Olimpiji Lublana, która jest popularnym kierunkiem dla utalentowanych nastoletnich zawodników. To dobry wybór?
Nie umiem opowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem jakie warunki są w stanie zaoferować młodym zawodnikom teraz. Wiem tylko, że jeśli ktoś nie lubi ciężkiej pracy i nie ma wystarczająco samozaparcia to nie ma tam czego szukać. Reguły są bardzo proste: nie ma miejsca na narzekanie i wymówki, nic nie ma za darmo, trzeba pracować ciężko i grać dobrze. Ponadto klub jest obserwowany przez wielu skautów i agentów, wiec to dobre miejsce żeby się wybić.
Patrząc na swoje doświadczenia co mógłbyś doradzić 17-18-letnim zawodnikom, którym wróży się dużą karierę. Na co powinni uważać?
Ciężko być teraz w skórze takiego 17-18 latka. Być otoczonym przez iluś tam "przyjaciół", z których każdy wie co dla ciebie najlepsze, każdy wie co zrobić żeby osiągnąć sukces, każdy coś obiecuje. Do tego media i kibice robią swoje, szczególnie w Polsce, gdzie każdy wie najlepiej. Co im radzę? Stąpać mocno po ziemi, ciężko pracować i nie myśleć o kasie, bo ona przyjdzie z czasem sama. Skupić się na priorytetach: dobry trening z dobrym trenerem i dużo minut na wysokim poziomie.
Wiadomości:
- Finał II ligi: Awans dla Poznania
- Rosja: Rozpoczęli finał
- I liga: AZS Szczecin bez trenera
- Kadra Polski Kobiet rozpoczęła...
- NBA Playoffs: Miami zdobyte
- Hakiem zza łuku: Na Szóstkę!
- Z lotu ptaka: Trójmiejski finał -...
- Niemcy: Tomaszek w półfinale
- NBA: Irving najlepszym debiutantem
- Blog: Jak oceniać Winnickiego?